6

Dzieje się, o dzieje- bez przerwy coś!

Przestałam pisać z dwóch powodów: przytłoczyła mnie logistyka pracy i mieszkania w niewykończonym domu i przerosło mnie czytanie o Was, tych które już mają swoje dzieci bezpieczne z sobą w domu. Bo ja myślałam, że skoro kazali nam wracać, to wszystko potoczy się bardzo sprawnie, a tutaj na pierwszym spotkaniu po powrocie usłyszeliśmy, że mamy czekać. Strasznie to przeżyliśmy i tak jest do dziś, ale życie nam na szczęście nie pozwala zwolnić i mało mamy czasu na mazgajenie się. No ale czasem nam się zdarza, a wtedy czuję, że całe to nasze  polskie życie mnie przerasta. Myślę, że głównym powodem naszego coraz gorszego samopoczucia są dwie rzeczy: zmęczenie i ciągły stres. Czym się stresuję? A no przede wszystkim tym, że nie zdawałam sobie sprawy jak bardzo wielki wpływ na moje samopoczucie ma otoczenie w którym przebywam, dlatego ciągłe przebywanie w non-stop zagraconym i niewykończonym domu jest dla mojego samopoczucie tragiczne w skutkach. Wprowadziliśmy się bardzo szybko, bo po miesiącu od powrotu, kiedy nie było jeszcze podłóg ani ogrzewania, ani kuchni- wszystko co mieliśmy to łazienką (dziękuję, Tatusiu!!!) i stara (bardzo stara!) amerykanka do spania od teściów. Wiem, że to szaleństwo wprowadzić się do tak bardzo niewykończonego domu, ale po pierwsze nie chcieliśmy nadużyć gościnności siostry i szwagra, a poza tym zawsze byłam potrzebna na budowie, a pracowałam z domu od siostry, więc nie było mnie wtedy kiedy akurat podejmować trzeba było jakieś ważne decyzje. I tutaj przechodzimy do powodu do stresu numer dwa: praca. Kiedy poszłam złożyć wymówienie z pracy szef poprosił, czy mogłabym pracować z domu, tak więc pracuję sobie przy akompaniamencie wiertarek, typowo budowlanego języka od którego więdną uszy oraz ciągłych przerw w dostawach prądu, a co za tym idzie Internetu- to wszystko plus chyba najintensywniejszy okres w pracy jaki można sobie wyobrazić, to oznaka jednego: STRESU i migren. I tak się bujam i z jednym i z drugim, więc tylko możecie sobie wyobrazić jak wyglądam- na spotkaniu z grupą z naszego szkolenia, ludzie mnie nie poznali!!! Tak, tak- postarzałam się o jakieś 10 lat i wcale nie kokietuję, naprawdę nie wyglądam najlepiej:( Nie ukrywam jednak,. że ta praca to dla nas prawdziwe zbawienie- pozwoliła nam bez finansowego stresu wrócić do PL i zostać S w domu, żeby go jak najszybciej skończył, tak więc przebywamy ze sobą 24h/dobę i jest ciekawie:) Mam tylko nadzieję, że kiedy już w końcu skończymy ten dom, wyłożę moję śliczne ozdoby, położę dywaniki na podłodze, to zaczniemy patrzeć na świat przychylniejszym wzrokiem.

Szkoda nam tylko lata, minęło tak szybko, że nie mieliśmy tak naprawdę czasu nacieszyć się tymi upałami, no może oprócz spacerów z psami. Tak- psami. Bo jak na wariatkę przystało,  w połowie sierpnia znalazłam na FB info, że fundacja goldenia pilnie poszukuje domu tymczasowego dla staruszka ze schroniska w pobliskim mieście. I tak oto nie namyślając się wiele, pojechałam i przywiozłam N do nas- nie powiem, żeby pałali z H do siebie miłością, ale stosunki są coraz lepsze,a N to cudowny psiak, mimo że bardzo chory i wymaga stałej opieki weterynaryjnej. W każdym razie moge powiedzieć już, że wiem jak to jest, kiedy człowiek zasypia ze zmęczenia na kanapie:)

Na koniec dodam tylko jeszcze, że żebym się już kompletnie nie odnalazła w tym chaosie, to zaczęłam kurs CELTA w Krk- rośnie we mnie pragnienie bycia Panią Nauczycielką, więc od rana do nocy nie mam na nic czasu- trzymajcie za mnie kciuki, w sobotę mam swoją pierwszą w życiu lekcje i już teraz słabnę na myśl o tym, co mnie czeka:(

To w wielkim skrócie i ogółem co u nas- wrócę już wkrótce z następnym wpisem.

Reklamy