17

I zostaliśmy z niczym…:)

…snuję się po pustym mieszkaniu dokładnie jak H, nie potrafię sobie znaleźć miejsca, tęsknię za ekspresem do kawy i kocem, który zawsze czekał na mnie wieczorami na oparciu kanapy… Dziś po bardzo intensywnym pakowaniu przez ostatnie kilka dni (ukłon w stronę męża- pomyślał absolutnie o wszystkim!)wysłaliśmy wszystko do PL, zostały nam już tylko bardzo podstawowe rzeczy, a i tak się zastanawiam, czy wszystko aby na pewno zmieści się na tylną kanapę samochodu- no bo niby to tylko dwa tygodnie, ale potrzebujemy i ubrania do pracy, i na spacery z psem, i na wyjścia pożegnalne, których jeszcze będzie kilka do ostatniej chwili, i na podróż… do tego wszystkiego inne buty i robi się z tego całkiem pokaźna walizka… Plus zabawki i posłania H, i tysiąc innych pierdół, ale jestem zwyczajnie zbyt zmęczona, żeby o nich wszystkich myśleć….Martwię się czy wszystko dotrze w jednym kawałku, martwię się , że znów muszę prosić o pomoc brata i szwagra- z dnia na dzień mi coraz głupiej, bo wiem, że każdy z nich ma swoje sprawy… Sen z powiek spędza mi pobyt u siostry z psem zanim S wykończy pokój na dole, tak żebym tylko mogła z niego pracować i żebyśmy mogli tam spać- mamy dużego i bardzo przytulaśnego psa i zastanawiam się jak zostanie to przyjęte w rodzinie…Jednym słowem mam o czym myśleć, a i tak większość czasu chodzę z głową w chmurach wyobrażając sobie jak to już będzie jak odnajdziemy nasze dzieci… To chyba dobrze, nie?

14

Słodko-gorzki czas…

Czuję się, jakbym nagle znalazła się w jakimś innym wymiarze tego samego życia- niby robię to samo, tak samo pracuję, wychodzę z psem, robię zakupy, spotykamy się ze znajomymi, ale wszystko to w obecności różnego rodzaju refleksji- czy z nimi się zdążymy jeszcze spotkać, czy w naszym mieście będzie sieciowy sklep w którym tyle lat robimy zakupy… No i to zdanie, tak często powtarzane: ” We are moving back home at the end of this month” powtarzane wydaje się ciągle…Wszystko: miejsca, ludzie, powodują u mnie smutek, nie chcę się żegnać, tutaj jest wszystko co znam, tutaj jest nam dobrze, tutaj czuję się bezpiecznie… Co rusz patrzę w kalendarz, upewniając się czy aby na pewno o niczym nie zapomniałam,i po raz kolejny uderza mnie fakt, że już za 3 tygodnie nasze życie stanie na głowie i tak naprawdę nie ma od tego odwrotu. Hotele zarezerwowane, na listę rzeczy do kupienia muszę wpisać zapas herbaty i fasolki w sosie pomidorowym oraz czajnik samochodowy i cóż- nie pozostaje mi więc nic innego jak wziąć głęboki oddech i zabrać się za pakowanie kolejnego pudła…

A z drugiej strony- tam czekają na nas nasze dzieci i jestem wielką egoistką bojąc się tego powrotu. No a poza tym tam jest nasz dom, rodzina, moje ukochane góry ( znów będę mieszkać nimi otoczona, budzić się w ich towarzystwie- ale mi tego brakowało!!!), inny styl życia…Więc wyobrażam sobie to nasze nowe życie i czekam na to co będzie, choć to czekanie na razie podszyte jest strachem…