6

Co jeszcze mam do zrobienia?

To ostatnio najczęściej pojawiające się pytanie w mojej głowie, cały czas mam wrażenie , że zapomniałam o czymś bardzo, bardzo ważnym, więc po powrocie z pracy do domu (gdzie załatwiam większość swoich spraw) nie mam siły na nic innego jak spacer z psem i kanapowanie…. Zawsze dosyć słabo radziłam sobie ze stresem- odreagowywałam migrenami, ale teraz przeszłam na kompletnie nowy poziom- problemy z zasypianiem, sensacje żołądkowe, palpitacje serca… No ale co się dziwić, kiedy robię dosłownie wszystko naraz (na raz?): kompletuję dokumenty do banku, szukam kolorów ścian, podłóg, drzwi, wyposażenia do domu… (optymistycznie zakładając, że kredyt dostaniemy:)) w przerwach tylko pozwalając sobie na przeglądanie stron z ubrankami dziecięcymi, w razie gdyby… Ten tydzień ciągnie mi się niemiłosiernie- tak bardzo chciałabym już COŚ wiedzieć, przeraża mnie myśl, że nasze dzieci są już tak blisko, a my jeszcze nic o nich nie wiemy… Wyobrażam sobie jak będzie, jak nam się rutyna dnia w PL ułoży…

A swoją drogą to zadziwia mnie i jestem wdzięczna niebiosom za rodzinę jaką mamy: szwagier jeździ z dokumentami do banku, z Panią na budowę, tata kończy łazienkę, brat bez zająknięcia zgodził się jechać po nas 120km o 2:00 nad ranem, teść daje samochód do dyspozycji… Tato mój nawet obmyślił chytry plan, że gdybyśmy zabierali dzieci do siebie zanim będzie się można wprowadzić do domu to on zabierze Mamę ze sobą na kontrakt, a my będziemy mieć ich mieszkanie do dyspozycji…Życia nam nie starczy, żeby im się wszystkim odwdzięczyć…

 

Reklamy
8

Zmiany- zapinamy pasy!

Czuję się jakbym stała z boku i biernie obserwowała moje własne życie. Ja po prostu tego wszystkiego nie ogarniam! W zeszły wtorek dostałam maila od Pana Dyrektora z naszego nowego OA z pytaniem czy planujemy wizytę w Polsce w najbliższym czasie, bo chciałby umówić nas na rozmowę z psychologiem. Nawet nie wyobrażacie sobie jak mocno waliło mi serce, kiedy do niego od razu oddzwoniłam!!! Dobrze myślałam- klaruje im się sytuacja jakiś dzieciaczków i jesteśmy brani pod uwagę jako kandydaci na rodziców, ale nic nie może nam powiedzieć przez telefon! Nie namyślając się długo zaczęłam organizować urlop- najszybciej możemy polecieć 03.03.2015. I choć nie wiemy kompletnie nic- wieku, płci, imion, historii, to o niczym innym od zeszłego tygodnia nie myślimy, zwłaszcza, że Pan Dyrektor powiedział, że potrzebuje, żebyśmy byli 3 dni, pani psycholog powiedziała że ona potrzebuje kilku godzin, żeby nas poznać, więc ja myślę czy przypadkiem te dwa pozostałe dwa dni nie są po to, żebyśmy poznali dzieciaczki… Staram się racjonalnie myśleć, mam czym zająć głowę, ale podświadomie robię notatki- nie zapomnieć w razie czego spakować przytulanek jak sie będziemy pakować, co z imionami- czy zmieniać będziemy, czy nie itd.

Naprawdę trudno opisać to co się dzieje, ale przeważają 2 uczucia: radość i strach przed niewiadomymi. Choćbym nie wiem jak bardzo się starała  podchodzić do zmian na luzie- nie potrafię, po prostu nie zostałam stworzona w ten sposób. Nie lubię zatroskanych telefonów od przyjaciół, kiedy po jak mnie się wydawało fantastycznym wieczorze w restauracji dzwonią następnego dnia z pytaniem czy na pewno wszystko ok, bo wyglądałam na bardzo smutną… A mnie się wydawało, że wszystkie moje opinie i wywody naładowane są w równym stopniu ekscytacją co chłodnymi kalkulacjami i wyobrażeniami co może nas spotkać. Chyba będę musiała bardziej nad sobą popracować, nie chcę żeby znajomi i przyjaciele odnieśli wrażenie, że boję się adopcji! Ale prawda jest taka, że zjada mnie stres ze wszystkimi przyziemnymi sprawami i choć wszyscy mówią, że wiedzą ile stresu kosztuje np. przeprowadzka, czy zbieranie dokumentów do banku przy staraniu się o kredyt, nie do końca chyba wiedzą o ile trudniejsze jest to do zorganizowania mieszkając kilka tysięcy km od domu… Ale codziennie mam listę zadań i pracuję nad nią bez wytchnienia- do tej pory trafiałam na same pomocne Panie np. w banku- oby tak dalej:)

Bardzo Was proszę- trzymajcie kciuki za nasze spotkanie w OA, zwłaszcza za to, żebyśmy rozpoznali nasze dzieci!

14

Odwaga

Dziękuję Wam Kochane za wszystkie komentarze, ale przyznam szczerze, że nie bardzo wiem, jak reagować na te wszystkie gratulacje odwagi, bo nasza sytuacja i decyzja o powrocie do Polski wynika z konieczności i kiedyś podjętej decyzji o budowie domu, więc nie ma nic wspólnego z odwagą:) Oboje mamy bardzo mieszane uczucia, bo zdajemy sobie sprawę, że gdyby nie kopniak z OA to siedzielibyśmy tutaj do telefonu ze starego OA, a tak dostaliśmy ultimatum, więc pakujemy walizki i… ahoj przygodo, he,he. Nie mam pojęcia jak to będzie, ale nawet gdyby to miało być na jakiś czas to i tak bardzo się cieszę na ten czas z rodziną, w nowym domku, stąd pewno wyczuwacie w moich wpisach ten optymizm. Bo gdybym tak naprawdę miała zacząć skupiać się na wszystkich niewiadomych i czy nam się uda to na 100% wylądowałabym w psychiatryku, więc nie widzę sensu. Faktem jest, że nie jest fajnie że wracamy do kraju z którego wszyscy wyjeżdżają i w którym nikt nie wróży nam powodzenia i spokojnego życia- z tym nie mogę się pogodzić i mam cichą nadzieję, że jakoś sobie to życie tam ułożymy i zamkniemy usta wszystkim niedowiarkom:) Ja wiem, że wszyscy tak robią z troski, ale nie bardzo widzę sens tego- nie lepiej powiedzieć, że cieszą się że wracamy i na tym poprzestać? Może boją się, że kiedyś im wypomnę, że nas nie ostrzegali?