5

Odpoczywamy

Ameryki nie odkryję jak powiem, że strasznie szybko czas leci, ale mnie ten fakt nieodmiennie zadziwia- ledwo lataliśmy tam i z powrotem do/z PL na kurs, a tutaj w piątek Halloween, w sobotę Wszystkich Świętych i wkrótce potem… Boże Narodzenie! Naprawdę nie wiem na czym nam ten czas tak leci- nie robiliśmy nic specjalnego, w ten weekend dopiero że mieliśmy wolny poniedziałek to pojechaliśmy na 3 dni w okolice Galway, ale tak? Nic tylko praca przerywana weekendami i nic poza tym. Narzekać nie narzekam, bo nie ma na co, ale gryzę się i mam poczucie że powinnam korzystać teraz z czasu jaki mam najlepiej jak potrafie, a tutaj takie normalne życie mi w drogę wchodzi, aż czasem zła jestem na siebie, że ja ciągle czegoś chcę, plany robię, mówię co ja bym jecszcze chciała zrobić, gdzie pojechać, ale przecież takie normalne życie to tak naprawdę jest najprawdziwsze i w tym powinnam szukać przyjemności. Więc staram się, ale wychodzi mi to z różnym skutkiem:)

Potrzebny nam ten weekend był jak nie wiem- co prawda pogodowo było w kratkę, bardzo nam dowiało, ale ogólnie było dobrze- wyspaliśmy się, objedliśmy włoskim jedzeniem, wyspacerowaliśmy, a na koniec dostałam wiadomość od Najmłodszej, że w ciąży jest z drugim dzieckiem, więc będę ciocią po raz kolejny. Miałam mały kryzys jak sobie przypomniałam jak bardzo przeżyłam wiadomość o jej pierwszej ciąży (widzę to jakby to było wczoraj, a F ma już 4.3 lat…). W niedzielę po prostu się ucieszyłam i jestem wdzięczna, że mogłam i że tamte najciemniejsze momenty mam już za sobą.

 

Reklamy
10

Znów razem, uff…

W nocy z soboty na niedzielę wrócił S i znów czuję, że mogę oddychać pełną piersią… Nie żebym sobie nie radziła bez niego albo bała się sama zostawać, ale nie ma nic lepszego jak mieć S obok siebie w łóżku do zagrzania zmarzniętych stópek (i nie, on nie może grzać swoich na mnie!). Te 8 dni strasznie szybko nam minęło- w sb i ndz byłam u znajomych w Kerry, a potem cały tydzień minął mi nie wiadomo kiedy-niby nie robiłam nic specjalnego: praca, zakupy i powrót do domu, spacer z H i normalne domowe czynności, ale chyba przez to że za bardzo spać nie mogłam, to czułam się jakbym żyła w innym świecie:) Przeżyliśmy też z H burzę i choć taka irlandzka burza to tutaj i rzadkość i nic w porównaniu do polskich burz, to jak się ma goldena-strachulca, to i taka burza może nam nerwy zszargać…W sobotę zrobiłam sobie małą przejażdżkę na rowerze, obejrzałam II połowę meczu i drzemałam na kanapie w oczekiwaniu na męża.

O 3.00 and ranem w niedzielę odebrałam S z dworca i powiem tylko, że nie chciałabym już nigdy tego doświadczenia powtórzyć: jazda w kompletnej mgle, potrącenie borsuka (moje pierwsze zwierzątko na sumieniu i oby ostatnie, ale naprawdę była taka mgła, że pojawił się znikąd i nic nie mogłam zrobić, choć jechałam 40kph:(), a potem dwoje wracających z imprezy kolesi, którzy próbowali wpakować mi się do samochodu…dziękuję, ale obejdę się bez takich atrakcji…Po powrocie do domu oglądanie zdjęć z domku i wyremontowanego mieszkania rodziców, kilka opowieści z PL, rumianek i …spać poszliśmy o 5:20. Oczywiście w niedzielę spaliśmy do południa, potem spacer, wieczorna Msza Św i tak nam się skończył weekend. Oby do następnego!

6

Życie choć piękne, tak kruche jest…

Kochane, dziękuję za wszystkie urodzinowe życzenia przepraszając jednocześnie, że dopiero teraz- mało mnie ostatnio w  wirtualnym świecie, sama nie wiem dlaczego…

W piątek odwiozłam męża na dworzec na autobus na lotnisko- poleciał na tydzień do PL podgonić z pracami na budowie, a ja czekam niecierpliwie na efekty i nowe zdjęcia z naszej działki jesienią- aż mnie coś ściska, że mnie tam nie ma w moją ulubioną porę roku… Nie można mieć jednak wszystkiego, dlatego na pocieszenie spakowałam parę rzeczy dla siebie, połowę samochodu załadowałam rzeczami H i pojechaliśmy na zachód do dawno niewidzianych przyjaciół na wino, dobre jedzenie i nocne rodaków rozmowy. Było cudnie, ale trochę przyjemność zepsuła mi migrena oraz droga powrotna w iście zimowej aurze- ulewy i wichury wydłużyły mi powrót o jakąś godzinę, o potrzebie zmiany ubioru po tradycyjnym spacerze w parku nie wspominając ( Killarney National Park – polecam wszystkim planującym wizytę w Republice Irlandii ) nie wspominając…

Wróciliśmy wczoraj wieczorem koszmarnie zmęczeni, więc zalegliśmy przed TV, skąd dowiedziałam się o śmierci Ani Przybylskiej- to jakiś koszmar i  w głowie mi się nie mieści, że jej nie ma…

Co oprócz tego? Ano nic- pracuję, mentalnie robię plany na ten samotny tydzień i trzydniowy wyjazd pod koniec tego miesiąca z okazji jedenastej rocznicy razem:)

Udanego tygodnia!