14

Urodzinowo

Kończę dziś 33 lata- jedni mówią, że to mało, inni że to już wiek średni, a ja… sama nie wiem… Wiem tylko, że myślałam, że mając 33 lata będę w zupełnie innym miejscu w swoim życiu. No cóż- nie udało się, i choć brak dzieci nie definiuje mnie na co dzień, co więcej- czasem nie jestem pewna czy jestem gotowa na bycie czyjąś mamą i boję się nieznanego, to nie zmienia to faktu, że tą mamą bardzo pragnę być, a  od pierwszej wizyty w OA minęło już 539 dni…

Do tej pory zawsze lubiłam świętować urodziny, święta, ale od kilku lat nie znajduję w sobie wcześniejszego entuzjazmu i trudno mi o odświętną atmosferę… Jest mi najzwyczajniej w świecie smutno i nie mogę uporać się z myślą, że niepłodność oprócz całego bólu jaki ze sobą przyniosła, zabiła we mnie poczucie, że moje życie zależy tylko i wyłącznie ode mnie, że mogę wszystko, wystarczy tylko chcieć… No cóż- 7 lat i kilka miesięcy czekania odbija się piętnem na największych optymistach. I tak mi strasznie żal, bardzo tęsknie za tym uczuciem, mam dużo mniej marzeń i do wszystkich podchodzę z dystansem i niedowierzaniem, że mogą się spełnić… Jestem niedowiarkiem, ale wiem, że do tej pory spełniło się wiele z moich marzeń, nie zapomniałam o tym, więc może kiedyś spełni się i to o dzieciach???

 

Reklamy
5

Zmiany w życiu

Ciężko mi z samą sobą dojść do ładu i dużo energii marnuję na analizowaniu wszystkiego- wielokrotnie proszę męża, żeby po prostu wyciągnął mi wtyczkę z głowy tak, żebym choć przez chwilę niczego nie analizowała ani o niczym nie myślała. Nie wiem z czego to wynika, ale coraz częściej dochodzę do wniosku, że z nadmiaru wolnego czasu- nie takiego żebym siedziała i nic nie robiła, ale takiego kiedy robię rzeczy które nie wymagają skupiania się na nich: stanie w korkach podczas jazdy samochodem, spacery z psem,sprzątanie, powtarzalne obowiązki w pracy etc. Czy Wy też tak macie?

Ostatnimi czasy moim największym dylematem jest powrót do PL- analizuję plusy i minusy, wyobrażam sobie jak to kiedyś będzie poznawać Polskę i życie tam z mężem i H, zastanawiam się czy się odnajdziemy w polskiej rzeczywistości i im więcej o tym myślę, tym większego mam stresa. Wielu ludziom może się to wydawać śmieszne, ale dla nas to będzie kompletny przewrót- nigdy razem w Polsce nie mieszkaliśmy, poznaliśmy się w Irlandii, tutaj zaczęliśmy nasz związek, mamy przyjaciół, pracę, tutaj dorośliśmy, przeżyliśmy całe nasze dotychczasowe życie, niejedno w nim przeszliśmy… Ja nawet nie bardzo potrafię jeździć samochodem po prawej stronie (od wioski do wioski między naszym domem, a domami rodziców radzę sobie dobrze, bo lubię bardzo jeździć samochodem- zwłaszcza, że w Polsce to jedyny czas który mam/ mamy dla siebie, kiedy nikt nic ode mnie nie chce, ani nigdzie w danym momencie nie muszę czegoś robić), o jeździe w zimie nie wspominając! Nigdy mnie to jakoś specjalnie nie zajmowało- być może dlatego, że nigdy ten nasz powrót nie był tak realny, kilka razy mieliśmy zamiar wracać, ale chyba nigdy nie byliśmy na to w 100% gotowi, więc nic z tego nie wyszło. Teraz też bije się z myślami- czy lepiej jest doczekać tutaj do telefonu i wtedy wrócić, czy lepiej być na miejscu, spróbować znaleźć pracę i przyzwyczajać się do życia które nas czeka… Myślę, myślę i nic konkretnego jeszcze nie wymyśliłam…

 

12

Oczekiwanie…

Wychodzę na prostą po dwudniowej migrenie- dziwnie nagle być w domu w środku tygodnia, nie wiem za bardzo co ze sobą zrobić- nie bardzo mam siłę na coś konkretnego, więc szukam rzeczy dla Maluchów- właśnie kupiłam kilka kolejnych książek do naszej Biblioteczki Maluchów:
* „Biblia dla Maluchów” Vocatio
* „Co wyPanda a co nie wyPanda”- Ola Cieślak
* „Od 1 do 10”- Ola Cieślak
* „Różnimiesie”- Agata Królak
* „Skąd się biorą dziury w serze? Historyjki dla ciekawskich dzieci”- Christian Dreller, Petra Maria Schmitt

W zeszłym tygodniu dzwoniłam do OA pytać o kwalifikację, ale okazało się, że w naszym ośrodku to tylko formalność, więc wygląda na to, że oficjalnie czekamy:) Lubię dzwonić do naszych Pań- zwłaszcza Pani Marzenka ze mną zawsze porozmawia, ostatnio zapewniała mnie, że na pewno ze wszystkim zdążymy się wyrobić od telefonu, potwierdziła, że ze względu na duży przedział wiekowy lepiej nie szaleć z zakupami, bo dużo rzeczy możemy kupić na darmo. Niby wszystko to wiem, ale zawsze lepiej jak usłyszę to od kogoś z doświadczeniem.

Mimo całej tej wiedzy izdrowego rozsądku i tak nie mogę się czasem oprzeć- ostatnio urzekły mnie przytulisie  tetrowe w pięknym żółtym kolorze 100x100cm i choć dwa dni temu im się oparłam, to stwierdziłam, że po nie jutro wracam:)

11

Dla mojego Adoptusia zrobię wszystko…

Po raz kolejny piszę z perspektywy rodzica oczekującego- bez jakiegoś specjalnie dużego doświadczenia z dziećmi, z zerowym doświadczeniem z dziećmi adopcyjnymi, dlatego niektóre moje poglądy pewno niejednokrotnie ulegną zmianie, a ja niejednokrotnie pomyślę: „co za bzdury, jak ja mogłam tak myśleć- na moje dzieci to nie działa”.
Faktem jest, że dużo czasu poświęcam na czytanie i analizowanie adopcji i tego z czym potencjalnie przyjdzie nam się zmierzyć w przyszłośći. I nie traktuje tego jak czarnowidztwo- co prawda im więcej mam wiedzy, tym więcej świadomości a co za tym idzie i strachu, ale nie uważam, że to źle- nawet jeżeli pozwoli mi to w przyszłości choć raz poprawnie odczytać podszyte strachem zachowanie mojego dziecka, to uważam, że warto.
Mówiąc o wynagradzaniu adoptowanych dzieci za ich przeszłość w poprzednim poście nie miałam na myśli pozwalania im na wszystko i bezstresowego wychowywania bez konsekwencji itd. Chodziło mi głównie o to, że dziecko adoptowane ma ogromny deficyt miłośći i zainteresowania swoją osobą i naszą rolą jest w miarę możliwości te luki zapełnić, dając tyle zainteresowania ile potrzebują i być, być, być.
Często słyszę, że rodzice adopcyjni mówią, że traktują swoje dzieci jakby były ich biologiczne i rozumiem co mają na myśli- że biologicznych dzieci nie traktowałyby inaczej niż traktują swoich adoptusiów, ale uważam, że nie wolno nam w poszukiwaniu normalności i dowodów na to, że jesteśmy „jak każda inna polska rodzina” zapominać, że jednak jesteśmy inni, jesteśmy rodziną adopcyjna ze wszystkimi tego konsekwencjami. Jesteśmy rodziną w pełnego tego słowa znaczeniu, jesteśmy normalni (w zaprzeczeniu do któregoś mojego wcześniejszego posta) w swojej miłości do naszych dzieci, ale jesteśmy przede wszystkim wyjątkowi- i na tym powinniśmy budować siłę swojej rodziny.

14

Adopcja okiem adoptowanego dziecka- o czym my Rodzice Adopcyjni często zapominamy.

Strach- wiele go w nas, rodzicach adopcyjnych, ale wczorajszy komentarz gjb zmusił mnie do zastanowienia się, czy przypadkiem nie za bardzo koncentrujemy się na sobie w całym tym oczekiwaniu na nasze dzieci? Patrząc z naszej perspektywy, boimy się najprzeróżniejszych rzeczy: co się dzieje z naszym,i dziećmi, czy są bezpieczne, zaopiekowane, jak sobie radzą, czy są zdrowe, a jeżeli nie to czy ktoś się tym przejmuje, czy będziemy potrafili stworzyć rodzine, czy pokochamy, czy bedziemy kiedyś „normalni”, „jak inne rodziny” itd. … Jesteśmy dorośli, inteligentni, wykształceni i wiele rzeczy jesteśmy sobie wytłumaczyć, albo nawet przekonać samych siebie, że jeżeli na coś nie mamy wpływu, to nie ma sensu wpędzać się przez to w chorobę, potrafimy i mamy możliwości zająć się czymś innym: korzystamy z danej nam póki co wolności w taki czy inny sposób(wakacje, sporty, szkolenia, etc.), planujemy nasze wspólne życie, wybieramy imiona, czasem kompletujemy wyprawkę etc…Ale nie tylko to- jako dorośli potrafimy racjonalnie wyobrazić sobie ile czasu będziemy czekać na nasze dzieci, więc…czekamy…

Zastanawialiście się kiedyś co czują nasze dzieci? Jak musi wyglądać ich życie zanim do nas trafią? Co takie maluchy sobie myślą, kiedy nie wiedzą nawet dlaczego i jak, ale wiedzą, że nie jest tak jak być powinno? Jak bardzo są przerażone i zdezorientowane bez zwyczajnej perspektywy którą daje doświadczenie życiowe? Jak na nowo wzbudzić w takim maluchu zaufanie? Jedno jest pewne- musimy zrobić wszystko, co w naszej ludzkiej mocy, żebyśmy wszyscy przyjęli to co jest nam dane i wykorzystali to jak najlepiej: dla naszych Maluszków przede wszystkim, bo to one w tym wszystkim są nieświadome, nie mają odpowiedniej perspektywy dorosłej osoby do racjonalizowania, one tylko wiedzą, że NIE TAK POWINNO WYGLĄDAĆ ICH ŻYCIE… I naszym zadaniem , Drodzy Rodzice Adopcyjni, jest im to wynagrodzić…

2

Witaj Szkoło!

„Kochane Dzieci,

nic o Was nie wiemy, więc nie wiemy czy wczoraj pomaszerowałyście do szkoły, ale oczyma wyobraźni widzę Was gotowych na wielką przygodę- mam tylko strasznie wielką nadzieję, że jeżeli jesteście już w wieku szkolnym, to wczorajszy dzień był dla Was wyjątkowy, że macie wszystko co jest potrzebne w szkole do zdobywania nie tylko wiedzy, ale doświadczenia i przyjaciół. Mam nadzieję, że ktokolwiek się Wami teraz opiekuje czuwa nad Wami, pakuje Wam strój na WF i kanapki, oraz że cierpliwie będzie Wam pomagał w odrabianiu zadań domowych. Pamiętajcie, że szkoła to miejsce w którym dowiecie się wielu ciekawych rzeczy oraz poznacie inne wspaniałe, odważne i ciekawe świata dzieci- powodzenia.
Ja ze swojej strony mogę obiecać, że jak już będziecie z nami, to razem z Tatą będziemy dzielnie towarzyszyć Wam w szkolnej przygodzie, pokażemy Wam na mapie świata naszą drugą ojczyznę, opowiemy jak to jest jeździć po lewej stronie jezdni i że są kraje w których w zimie nie ma śniegu, więc niepotrzebne są sanki, za to na rowerze można jeździć cały okrągły rok.
Czekamy na Was- Mama i Tata.”

Serce mi krwawi, kiedy pomyślę, że moje dzieci mogą nie mieć nikogo kto zadba, aby miały kanapki do szkoły..