13

Rodzicielstwo i wyobrażenia o nim.

Na początku naszej przygody ze staraniami o dziecko, zaczytywałam się w blogach ciężarówek-pochłaniałam każde zdjęcie usg, każdy najdrobniejszy szczegół związany z rozwijającym się życiem, ale chociaż nie wiem jak bardzo chciałabym, to nie potrafiłam wyobrazić siebie w ciąży- do dziś jest mi to kompletnie obca koncepcja. Teraz podobnie traktuję blogi o adopcji- wszystkie Wy, Mamy Adopcyjne, jesteście moim oknem na mój przyszły świat i za to bardzo Wam dziękuję- chłonę każdy Wasz wpis i tym razem potrafię wyobrazić sobie siebie w roli Mamy- ciekawe jest to, że zawsze wyobrażam sobie dzieciaczki w wieku 2+ i jestem strasznie ciekawa jak będzie w prawdziwym życiu. Zastanawiam sie czy ktoś z Was usłyszał po szkoleniu w OA opinię pracowników na swój temat- jak nas widzą jako rodziców, w jakim wieku dzieci nam pasują etc. Czy tak jest w innych OA? Bo u nas żadnego odniesienia do wyników naszej oceny nie było…

5

Weekend i zakupy:)

To był cudny weekend- w sobotę zrobiliśmy małą trasę na rowerze, a potem pojechałam na miasto w nadziei, że znajdę coś fajnego na jesienne chłody. Jak na kogoś kto nie cierpi zakupów ( a raczej tłumów) uważam, że poszło mi całkiem nieźle:) Wieczorem upiekłam pyszny sernik i zrobiliśmy sobie maraton serialu „Na Krawędzi” a że w niedzielę po raz pierwszy od kilku miesięcy padał deszcz (calusieńki dzień- witaj Pani Jesień!), to kontynuowaliśmy oglądanie. Rano jednak wyciągnęłam S na jego zakupy i kupiliśmy pierwsze przytulanki dla naszych Adoptusiów i książeczkę  Dear Zoo- ale nas cieszył ten zakup! Wieczorem ugotowaliśmy pyszny obiad i dalej się leniliśmy- naprawdę nie pamiętam kiedy ostatnio cały dzień spędziliśmy przed TV- lata całe temu! W międzyczasie uzupełniłam Bibliotekę Rodziców w której spisałam wszystkie nasze książki o adopcji i rodzicielstwie- wiele z nich nadal czeka na swoją kolej- będą jak znalazł na długie jesienne wieczory:)

 

6

Adopcja bez złudzeń

Najcięższa prawda o adopcji? Jesteśmy nienormalni;) Nasza rodzina powstała w inny sposób niż większość ludzi w naszym otoczeniu i ten początek będzie miał wpływ na całe nasze życie.  Bez względu na to, ile wysiłku włożymy w wychowanie naszych Adoptusiów, to one zawsze będą miały Biologiczną Przeszłość- Mamę, Tatę, Rodzeństwo, Rodzinę, która będzie cieniem kładła się na wszystkim, zwłaszcza w gorszych mometach, kiedy zaskoczy nas w najbardziej niespodziewany momencie i przeobrazi się w prawdziwego Potwora Przeszłości- pozostaje tylko mi mieć nadzieję, że będę na tyle silna, żeby nie stały się one Potworami Teraźniejszości.

Kilkakrotnie byliśmy pytani, czy jesteśmy pewni, że będziemy umieli się zmierzyć z tą innością na każdym kroku i odpowiedź za każdym razem była: mam nadzieję, że tak i choć zdaję sobie sprawę, że lepiej by było gdyby brzmiała „na 100% TAK”, to prawda jest taka, że nie wiemy jak będzie dopóki nie będziemy mieć swoich Adoptusiów w domu.

Obym tylko poradziła sobie z moją niską tolerancją na krytykę, bo tej raczej będzie sporo, zwłaszcza jeżeli chodzi o umiejętności wychowawcze lub ich brak- prawdopodobnie  najczęściej od ludzi, którzy nic nie będą wiedzieć o naszych początkach ani o historii naszych dzieci. Tak więc zaczynam obrastać w grubą skórę, żeby mnie nic nie ruszało:)

A jak  było i jest u Was?

7

Gorzka prawda o adopcji (przemyśluję, absolutnie nie narzekam!)

Powoli przyzwyczajam się do czekania- trochę z rezygnacją i smutkiem , a trochę jednak z ulgą, że mamy czas na przygotowanie domu i przede wszystkim siebie, żeby się nie wygłupić przed naszymi Adoptusiami. Ale to czekanie boli, bardzo- zwłaszcza w cieniu wiadomości o kolejnym maltretowanym dziecku… Robimy jednak co możemy, żeby być gotowymi, żyjąc w dużej mierze tak jak do tej pory- może tylko z większą presją na samych sobie, żeby tego czasu nie zmarnować (o czym już w kolejnym poście).

W całym tym czekaniu mam też czas na różne przemyślenia i analizę całego procesu adopcyjnego do tej pory i przeraża mnie…złość, jaką czuję, a o której do tej pory nie zdawałam sobie sprawy. Żebym nie została źle zrozumiana- uważam, że cały proces adopcyjny, jego długość i dociekliwość jest potrzebna i nie czuję złości, że musieliśmy się na to zgodzić. Czuję złość, jaki ten proces wyzwolił we mnie uczucia. Siłą rzeczy, był to dla nas powrót do przeszłośCi i chyba w tym jest problem. Nie wiem czy mam syndrom dziecka średniego, czy po prostu niskie poczucie własnej wartości, ale faktem jest, że tak jak przez całą młodość, poczułam się „niewystarczająco dobra” i nie było to fajne uczucie, a jeszcze gorzej było, kiedy sobie to uświadomiłam, bo nie mogę się tego uczucia pozbyć…Cała ta psychoanaliza wyciągnęła moje największe kompleksy i uzmysłowiła mi jak bardzo starałam się przed tym wszystkim uciec i jak wielki mam problem z wyrażaniem tego, co tak naprawdę czuję. Zaczęłam więc analizę i chyba za bardzo sie na tym skupiłam, bo nie mogłam sobie z tym poradzić- dawno, dawo tak koszmarnie się nie czułam! Teraz staram sie z kolei wrócić do normalności, ale z trudem mi to przychodzi…

Nie do końca udało mi się napisać o co mi chodzi, ale trochę tak, więc zostawiam to tak jak jest, a do tematu z tytułu notki jeszcze wrócę:)

Jedna rada dla tych z Was, którzy dopiero zaczynają proces adopcyjny- przygotujcie się na bardzo szczegółowe (i przez to bolesne) powroty do przeszłości- i niekoniecznie tylko u tych, którzy mieli ciężkie dzieciństwo. Faktem jest, że jakiekolwiek ono by nie było, to ma na nasze dorosłe życie większy wpływ niż nam się wydaje:(

 

 

7

Dlaczego nikt nie stawia dzieci na pierwszym miejscu???

Kolejne skatowane dziecko- ile jeszcze??? Siedzę, ryczę, każda część mojego ciała boi się, że to moje dziecko- bo prawda dla oczekujących Rodziców Adopcyjnych jest taka, że każde takie zmaltretowane dziecko z głównych wiadomości i pierwszych stron gazet może okazać się ich/naszym dzieckiem. Co wtedy??? Jak mam przekonać to dziecko,moje dziecko, że świat jest dobry i piękny, że było najbardziej na świecie wyczekanym przez nas synkiem/córeczką i jest naszym kochanym dzieckiem? Skąd wziąć w sobie siłę, żeby wytłumaczyć nie-ojca czy nie-matkę za takie bestialstwo???

Każdy człowiek, obojętnie w jakim Państwie mieszka, narzeka na politykę socjalną, a ja chciałabym tylko wiedzieć, kiedy „ludzie władzy” postawią dobro każdego maltretowanego dziecka, mojego dziecka, na pierwszym miejscu? Kiedy da dzieciom ,a nie nie-rodzicom szansę na zdrowie, bezpieczeństwo i miłość??? Kiedy zamiast dawać nie-rodzcom  n-tą szansę na poprawę pomyśli o dzieciach, i o tym,  że dokładnie w tym czasie umierają marzenia moich dzieci o normalnym życiu??

11

Złość…

Powiedzieć, że mam talent do samozadreczania się to naprawde za mało- poszłam dziś na kontrolne badania krwi do Centrum Medycznego i siedziałam w kolejce z trzema ciężarnymi.. Nie byłoby w tym nic strasznego, myślę, że ten temat mam w sobie przepracowany, ale na moje nieszczęście jedyna książka jaką miałam w torebce to „Niekochany” Petera Roche- prawdziwa opowieść o koszmarnym dzieciństwie w Południowym Londynie, gdzie nie tylko żył w skrajnej nędzy, bez jedzenia, ale był workiem treningowym (fizycznie i psychicznie) i dla swoich rodziców, i  dla starszego rodzeństwa . Dotychczas czytałam ją na przerwach  pracy i w domu, gdzie mogłam spokojnie płakać, ale w CM nie było jak, więc szybko książkę schowałam do torebki. I wtedy to poczułam- wszechogarniającą mnie złość, złość na to, że siedzę wśród kobiet które dla swojego dziecka zrobią wszystko, a ja nie mam absolutnie zielonego pojęcia kto i czy w ogóle choćby w minimalnym stopniu zajmuje się moimi dziećmi, czy są zdrowe, czy mają co jeść- ta niewiedza mnie wykańcza, wiem, że nie mam na to żadnego wpływu, ale nie potrafię sobie z tym poradzić…

Zebrałam w sobie wczoraj całą odwagę i zadzwoniłam do OA, żeby zapytać czy mają w naszej dokumentacji określony profil naszych dzieci, bo miało to być do końca zamknięte po szkoleniu, ale nic takiego się nie odbyło- chciałam się upewnić czy na pewno mają zapisane, że chcemy dwójkę w wieku 0-5l i jakie trudności jesteśmy w stanie zaakceptować. Czułam się jak najgorsza matka na świecie określając jakie niedoskonałości jesteśmy w stanie zaakceptować, a jakie nie, miałam wrażenie jakbym była w sklepie i oglądała towar z przeceny…Pani powiedziała, że sprawdzi i mam zadzwonić we wtorek. Zapytałam także, czy fakt, że chcemy wziąć dwójkę maluchów w jakiś drastyczny sposób skróci nasz czas oczekiwania? Powiedziała, że nie, więc nadal mamy prawie dwa lata przed sobą, z którymi nie wiem co zrobić… W tym miejscu bardzo Wam chciałam podziękować za odzew w sprawie wyprawki- nadal to w sobie przerabiam i myślę, że na kilka rzeczy na pewno się skuszę:)

Smutno mi jak nie wiem co dzisiaj…