15

7. Rocznica Ślubu

Wczoraj świętowaliśmy z S 7. rocznicę ślubu domowym kolacją al fresco z winkiem i psem pod nogami, a teraz mamy długi weekend, więc pójdziemy świętować na mieście.

Bilans mamy dobry, choć oboje z ciężkim sercem przyznaliśmy, że tyle lat starań i intensywny (bardzo!)początek naszej drogi do rodzicielstwa adopcyjnego zostawiły w nas mocny ślad, ale mamy nadzieje, że teraz radości codziennego życia i oczekiwania na Ten Telefon zatrą ślady tych blizn i przykryją je wspomnieniami absolutnie wyjątkowych chwil.

Nie wiem jak wyglądałoby moje życie bez S i nie chcę sobie tego wyobrażać, tak jak nie wyobrażam sobie przeżyć stresów związanych z adopcją z kimś innym niż S i za to dziękuję Niebiosom z całego serca .

Teraz powoli zastanawiam się jak ugryźć sprawę przygotowań- co prawda mamy jeszcze sporo czasu, ale doszłam do wniosku, że są pewne rzeczy które możemy powoli zacząć kompletować, wszystkie „unisex” w kolorystyce, jak np. tapety do pokoi, pościel, kocyki, ozdoby, książki… Jak myślicie- czy Wy miałyście wszystko gotowe jeszcze przed telefonem? Ubranek nie będziemy kompletować bo mamy duże widełki wieku: 0-5lat, ale wszystko inne chciałabym zacząć przynajmniej oglądać, zaznajomić się z ofertą (która jest straaaasznie bogata)i…czekać:)

Reklamy
10

Czy adopcja może być świadomą decyzją?

Powoli dochodzimy do siebie- dom dopieszczony na miarę naszych możliwości, pies jeszcze czeka na kąpanie, samochód domaga się wizyty na myjni, ale powolutku wracamy do normalności.

Nie bardzo wiem jak to napisać, nie wiem czy będę umiała ubrać w słowa to co chodzi mi po głowie, ale spróbuję…

Tak jak wspominałam w poprzednim wpisie, z ręką na sercu mogę powiedzieć, że zaczynałam naszą adopcyjną przygodę bardzo, bardzo naiwna i pełna wiary w to, że to droga dla nas. Teraz, po szkoleniu, patrzę na to dużymi, przerażonymi oczami: przeraża mnie myśl, że nie pokocham swoich dzieci- nie chodzi mi o to, żeby od razu poczuć miłość, raczej chodzi mi o to, co będzie jeżeli zaoferowane zostaną nam nie nasze dzieci, my się zgodzimy, a potem ich nie pokochamy całym swoim sercem? Czy można nie polubić swoich dzieci? Co wtedy? Jak mam zapewnić dom dzieciom i stworzyć rodzinę? Skąd mam wiedzieć jak być mamą jakiej będą potrzebować nasze dzieci? Czy będziemy wiedzieć jak stworzyć naszym adoptusiom i sobie szczęśliwą, fajną, całkiem swoją rodzinę? Czy jest we mnie  wystarczająco tolerancji na niedoskonałości moich dzieci? Czy będę w stanie w 100% zaakceptować ich niedoskonałości oraz nasze, moje i S, niedoskonałości jako rodziców, naszą inność jako rodziny?

Trudne to wszystko, ale czekam na nasze dzieci, żeby się o tym wszystkim przekonać.

1

Szkolenie Adopcyjne- podsumowanie 2 i pożegnanie z grupą.

Po bardzo nerwowym poniedziałku, ostatniej kawie u rodziców i pożegnaniu wsiadliśmy do samochodu i jak co tydzień pojechaliśmy na szkolenie w OA. Całą drogę robiliśmy nasze prywtane podsumowanie- nie tylko kursu, ale całych 10 tygodni, nagraliśmy jak zwykle krótki filmik dla potomności i o 16:58 zaparkowaliśmy przed OA. Weszliśmy, przywitaliśmy się ze wszystkimi, ja jak zwykle zrobiłam sobie kawę i jak zaczarowana zaczęłam słuchać opowieści gości- rodziców adopcyjnych i zastępczych, którzy przyjechali na panel, żeby opowiedzieć o ich drodze do dzeciaczków i do miejsca w życiu w jakim znajdują się teraz. Fajnie było zobaczyć więzi, jakie mają ze swoimi adoptusiami- kilka razy wyobrażałam sobie co ja bym powiedziała gdybym kiedyś została poproszona o podzielenie się naszą historią z innymi parami i jak wyglądałaby nasza więź z dziećmi… Po usłyszeniu historii rodzin adopcyjnych, zaczęliśmy nasze podsumowanie, w międzyczasie dojechało zamówione przez nas jedzenie (pyszna staropolska kuchnia- uwielbiam!) i tak siedząc i jedząc mówiliśmy o naszych wrażeniach ze szkolenia, o tym co nam się podobało a co nie, planowaliśmy następne nieformalne spotkanie i tak nam czas uciekał. Najtrudniej było stanąć przed trenerkami i ubrać w słowa podziękowanie za to co dla nas zrobiły- mam nadzieję że nam się to udało. Polało się morze łez,a na koniec usłyszeliśmy że takich RA jak my to ze świecą szukać i… dostaliśmy maleńkie szklane świeczniki ze świeczkami na pamiątkę- moim zdaniem naprawdę piękny gest… Nawet teraz pisząc to płaczę, bo nie wiem jak to teraz będzie- grupa ma siebie, plany są że będą się regularnie spotykać, a my z S wiedzieliśmy, że na pewno długo się z nimi nie zobaczymy…
Trudno mi podsumować ten kurs- na pewno go zapamiętamy, mam nadzieję że uczulił mnie na wiele rzeczy z jakimi możemy się sptkać jako RA, ale też dał wiarę, że w razie czego nie jesteśmy sami. I tak ten kurs zapamietam…

4

Szkolenie Adopcyjne-podsumowanie 1.

Koniec- koniec latania, kompletnego wycięczenia, złych humorów, łez z bezsilności, że po raz kolejny nie zrealizowałam „tylu punktów z listy do zrobienia” przygotowywanej co tydzień, ale też koniec cotygodniowych spotkań z rodzicami i rodziną, codziennych godzin spędzanych w naszym domu, hektolitrów wypitych kaw…koniec naszego 10-tygodniowego epizodu polskiego. Czas wrócić do normalności i z tego bardzo się cieszę, ale też jest mi cholernie smutno…Wiem jednak, że jeszcze bardziej cieszyć się będę kiedy wszystko co odkładane na czas „po kursie” zostanie zrobione, pies na nowo wejdzie w swoją rutynę, a my nie będziemy przypominać chodzących zombie.Smutek też minie- jestem pewna, bo w końcu nic nie trwa wiecznie, więc i on także sobie pójdzie. Teraz nawet mi tęskno do godzin w samochodzie (bardzo, bardzo lubię, choć jazda po prawej stronie bardzo mnie stresuje), kilometrów przebytych między 4 domami (!) i poznawania okolic naszego domu- pięknie tam i za tym najbardziej będę tęsknić.

Zaczynając pisać tego bloga wiedziałam, że siłą rzeczy będzie naładowany emocjami, ale nie spodziewałam się że przyjdzie mi go pisać w tak skrajnych emocjach- teraz jestem smutna,zmęczona, zniechęcona, nie wiem co ze sobą zrobić, ale najbardziej ze wszystkich emocji siedzi we mnie złość na samą siebie- w głowie mi się nie mieści jak bardzo naiwna zaczynałam szkolenie adopcyjne w OA… Mimo wszystkich przeczytanych książek, nie zdawałam sobie sprawy z tak wielu rzeczy, że na dzień dzisiejszy nie jestem pewna czy podołam temu zadaniu… Wiem, wiem, zmęczenie i „przejedzenie” tematem kiedyś minie- mam nadzieję, że wtedy z radością zacznę czekać na nasze dzieci, ale przede wszystki z gotowością i odwagą. Bo ja najbardziej ze wszystkiego chcę być dla moich poranionych adoptusiów silną mamą…

Wpis podsumowujący ostatnie spotkanie w OA się pisze…

 

 

 

5

Koniec! Szkolenie Adopcyjne zakończone!

Kochani wracam do żywych i do Was- powoli, ale uparcie. Wczoraj po 12h podróży wróciliśmy z ostatniego szkolenia i przez najbliższy czas nigdzie się nie wybieramy- jesteśmy wykończeni, ale szczęśliwi, że wszystko się udało.

Poniżej wpis napisany w samolocie w sobotę przed ostatnim szkoleniem, a notka podsumowująca się będzie dziś pisać.

Zanim rozpoczęliśmy loty na szkolenie, zastanawiałam się jak to bedzie, jak sobie poradzimy logistycznie z różnymi aspektami tych częstych podróży, bałam się kto zajmie się psem i czy zwyczajnie po ludzku nie zdarzą się sytuacje które uniemożliwią nam ukończenie szkolenia(nie wiem jak jest w innych ośrodkach, ale u nas na 10 spotkań możliwe są 2 nieobecności). Dziś, siedząc w samolocie po raz ostatni, mogę powiedzieć, że wszystko się udało, a my mimo zmęczenia przeżyliśmy i dotrwaliśmy do końca. Na koniec tylko zmęczenie materiału przed dzisiejszą podróżą spowodował, że nie biorąc pod uwagę natężonego ruchu na lotnisku w okresie wakacyjnym kupiliśmy bilety na autobus, który miał dojechać na lotnisko tylko 40 min przed zamknięciem bramek, więc żeby nie ryzykować spóźnienia do Dublina przywiózł nas kolega, ale i tak myślę, że było całkiem nieźle. Zastanaiwam się tylko jak długo będziemy dochcodzić do siebie- pies na pewno długo- dziś widząc nasze walizki i swoją wyprawkę strzelił focha i nie chciał wskoczyć do samochodu, ale pocieszam się, że to już ostatni raz i że tak naprawdę to gdyby wiedział gdzie jedzie toby takich cyrków nie wyczyniał- mamy to szczęście mieć wspaniałych znajomych, którzy tydzień w tydzień zabierali go do siebie “na służbę” i zajmowali się nim jak swoją własną suczką:)

Co do ostatnich kilku modułów szkolenia to muszę powiedzieć, że jestem pod wielkim wrażeniem zaangażowania OA w nasze wyszkolenie i tego jak w bardzo kreatywny sposób tłumaczyły nam różne zagadnienia związane z FAS, ADHD, budowaniem więzi, etapów rozwoju etc. Na długo w pamięci zostaną mi zajęcia na których uzbrojeni w rekawiczki, waciki w uszach, sreberkowe hełmy na głowach i sznurki na szyjach próbowaliśmy zdać chemię(wszystkie te pomoce miały pokazać nam jak ciężko jest dzieciom z różnorakimi ograniczeniami o dobrą koncentrację i wyniki w szkole- to nie są dzieci niegrzeczne, tylko dzieci z ograniczeniami!). Pamiętać także będę scenki jakie odgrywaliśmy z pierwszego spotkania w domu dziecka- kilkoro z nas odgrywało role dzieci z różnym nastawieniem: klejącego się, grzecznego, niegrzecznego, kontrolującej starszej siostry etc. a reszta par grała role naszych rodziców- naprawdę wspaniałe ćwieczenie, które oprócz kupy śmiechu utwierdziło mnie jednak w przekonaniu, iż mimo że trenerki powtarzają, żeby słuchać siebie, nie mieć zbyt wygórowanych oczekiwań wobec siebie, dzieci i pierwszego spotkania, to ja jednak ważam, że jesteśmy dorośli i bardziej podczas tego spotkania powinniśmy wyczulić się nie na swoje potrzeby, ale na potrzeby dzieci. Ot, tyle. Usłyszałam podczas tych kilku ostatnich spotkań naprawdę wiele cennych uwag, ale najcenniejsza dla mnie chyba jest taka, że dzieci to mali wojownicy, którzy łatwo się nie poddają- trzeba im tylko dać szansę- i ja święcie w to wierzę!

Dzis natomiast, oprócz nieludzkiego zmęczenia zbieram się na odwagę, aby zapytać o opinie wszystkich z kursu na temat artykułu Michała Eichelbergera, w którym twierdzi że RA to nie rodzice i nie mamy co liczyć na takie samo rodzicielstwo jak rodzice biologiczni nie powinniśmy mówić o sobie “Mama” i ‘Tata”- ja naiwna nie jestem, wiem że rodzicielstwo adopcyjne stoi przed wieloma wyzwaniami, ale nie wierzę, że moje dzieci po jakimś czasie nie będą mnie traktować tak  samo jak inne dzieci traktują swoich rodziców i że nie mam co liczyć na miłość. Czy się zdobędę na odwagę zobaczymy, teraz myślę bardziej o tych rodzinach adopcyjnych, które będziemy jutro mieć na ostatnim szkoleniu- ciekawa jestem co powiedzą o swoim rodzicielstwie. Myślę także jak to będzie pożegnać się ze wszystkimi z którymi w tak krótkim czasie podzieliłam się najbardziej intymnymi przemyśleniami na temat dzieci i rodzicielstwa…

Myślę także o tym co zrobić ze swoim życiem, żeby jak najlepiej wykorzystać ten czas oczekiwania- pomysłów mam całą masę, a jak będzie to życie pokaże… Wiem, że chciałabym dużo zrobić, bo zdaję sobie sprawę, że bycie rodzicem dwójki adoptusiów na długi czas wybije nas z normalności, a na pewno już nigdy nie będziemy żyć tak jak do tej pory…

6

Wróciłam…

Jest dokładnie tak jak przewidywałam, tylko trochę gorzej:) W oka mgnieniu minął czerwiec i tak oto zostało nam ostatnie spotkanie szkoleniowe w OA. Czuję się potwornie zmęczona i mimo, że ostatnie dwa tygodnie spędziłam w PL, to wcale nie było łatwiej- tak już mam, że jak powietrza do życia potrzebuję również swojego miejsca na ziemi, i o ile wspaniale było pobyć z najbliższymi, to czuję się wypompowana setkami przebytych km, zawirowaniami na budowie i ciągłą obecnością ludzi wokół mnie- czy bardzo odstaję od normalności? Może lepiej nie odpowiadajcie na to pytanie:) Jedynie kiedy odpoczywałam to w samochodzie, a że przejechałam naprawdę wiele km, to to pozwoliło mi w pewien sposób na szybko odzyskiwać jaką taką równowagę. Wiele podczas tego urlopu smutnych chwil- bratowa straciła dziecko w 11tygodniu, nasza kicia  została zagryziona przez dzikiego kocura, a w OA bardzo trudne tematy: ADHD i FAS… Pozwólcie więc, że zaległe podsumowanie modułów 6-9 zrobi w następnym, poście.