15

Szkolenie Adopcyjne Moduł 5- Budowanie Więzi

Półmetek za nami! Poniedziałkowa sesja totalnie nas wykończyła- nie mieliśmy nawet siły pojechać na budowę ani do rodziców:( Nie zdawałam sobie sprawy jak ciężkim tematem jest budowanie więzi. A może to bardziej chodziło o ćwiczenia w których musieliśmy brać udział… Mówiliśmy o cyklu zaspokajania potrzeb, jak ważny jest w budowaniu więzi i porównywaliśmy sposoby radzenia sobie ze stresem- wyszło nam że ja walczę, a S się wycofuje- niby wiemy to od dawna, ale jakoś większy wpływ miało to na mnie kiedy usłyszałam to na warsztatach… Smutno mi okropnie po tej sesji, nie mogę sobie znaleźć miejsca i kwestionuję póki co moje możliwości dobrego wychowania dzieci… Pociesza mnie tylko myśl, że nikt nie umie zajrzeć mi do głowy i nie wie jak wiele targa mną wątpliwości…Na pewno do naszego samopoczucia przyczyniła się pogoda- zdecydowanie odzwyczailiśmy się od takich wysokich temperatur, a suche powietrze mnie zamęcza- muszę w weekend kupić nawilżacz do nosa… Dodatkowo czujemy się zostawieni sami sobie- niby wszyscy wiedzą, że uczestniczymy w kursie, ale jakoś niespecjalnie się interesują tym jak to wygląda, nie pytają o szczegóły, więc zazwyczaj po pytaniu: „Jak Było?” temat się urywa. Wszyscy pomagają nam jak tylko mogą: odbierają z i odwożą na lotnisko (o nieludzkich godzinach!), opiekują się H, ale chodzi mi bardziej o zainteresowanie tematem samej adopcji- pocieszam się, że pewno wynika to z niewiedzy jak temat ugryźć, co nie zmienia faktu, że nie bardzo mamy z kim ten temat pogłębiać, a to już boli…

Dziś za to już piątek, więc odprawa zrobiona, powoli zaczynamy myśleć komu w tym tygodniu podrzucić H, co musimy zabrać ze sobą, czy mamy wszystko i co musimy załatwić podczas pobytu w PL…W tym tygodniu niestety rutyna nam się zmieni, bo S zostaje na dwa tygodnie w PL, więc wracam i lecę do PL 22.06 sama:( Ale nie zostaje na próżno- będzie pomagał Tacie ocieplać dom i równać działkę, więc już teraz nie mogę się doczekać zmian jakie mnie czekają w przyszłym tygodniu jak zawitam na budowie:)

Dużo w tym tygodniu we mnie negatywnych emocji, nie wiem co mamy robić i cały czas próbuję pisać scenariusze naszej przyszłości, a wiem że tak się nie da i nie ma to kompletnie sensu… Boję się tych wszystkich niewiadomych, zmiany stylu życia etc…, ale to temat na osobny wpis, więc życzę Wam tylko miłego weekendu i zmykam pozamykać sprawy pracowe…

 

 

 

Reklamy
9

Szkolenie Adopcyjne, Moduł 4- Zaspokajanie potrzeb dziecka, budowanie więzi

„Honey, I’m home” mam ochotę do Was krzyknąć, ale tylko żeby Wam powiedzieć że wróciliśmy z czwartego spotkania w OA i już myślimy o następnym- na biurku leżą paszporty, zaraz nas odprawię, w sobotę wrzucę kilka ciuchów do walizki i- fruuuu, znowu będziemy w drodze. Jestem wdzięczna losowi, że lubię podróże, zwłaszcza lotniska- uwielbiam obserwować ludzi, ich powitania i pożegnania, lubię zakupy na lotnisku (mój ostatni zakup- perfumy, których dawno nie miałam- był jak powrót do domu po długiej nieobecności- też tak na Was zapachy działają?), lubię fakt, że siedząc w samolocie nigdzie nie muszę się spieszyć, więc sobie czytam, słucham muzyki i marzę:) I aż trudno mi uwierzyć że będzie to już nasza półmetkowa podróż!

Na szkoleniu było jak zawsze bardzo intensywnie- nie lubię tych zderzeń z rzeczywistością, której jestem mimowolnym świadkiem- w oczach mam łzy kiedy słyszę co rodzice mogą zrobić własnym, bezbronnym dzieciom, mam ochotę krzyczeć i bić, a kiedy pomyślę że w takim świecie żyją Nasze Dzieci, to zamieram w przerażeniu i nie potrafię się ruszyć… Mam jakiś regres jeżeli chodzi o dzieci- każdy widok maleńkiego dziecka doprowadza mnie niemal do histerii, nie potrafię spokojnie patrzeć na reklamy w TV: uśmiechnięte bobasy, kochający rodzice- wszystko we mnie krzyczy, że moje dzieci tak nie mają!!! Zdaję sobie sprawę, że nie mam wpływu na to co się dzieje, ale bardzo trudno mi się z tym pogodzić, zwłaszcza że podczas kursu czuję, że nasze dzieci są bardziej realne niż kiedykolwiek wcześniej…

Troszkę mam wrażenie w tym tygodniu było nam ciężej się skoncentrować na początku zajęć- cały poniedziałek spędziliśmy na załatwianiu różnych ważnych spraw, więc na szkolenie dotarliśmy zmęczeni i zdenerwowani, a pogoda też wtrąciła swoje trzy grosze. W miarę jednak jak zaczęliśmy warsztaty udało nam się zapomnieć o zmęczeniu i aktywnie braliśmy udział w ćwiczeniach- oby tak dalej.

Rzecz która najbardziej utkwiła mi w pamięci w tym tygodniu to to, że nie warto robić z adopcji epicentrum naszego rodzinnego świata- tak, było to ważne wydarzenie w naszym życiu (najważniejsze!), ale niedobrze jest wszystko sprowadzać do tego faktu, nadmiernie się na tym fakcie skupiać w życiu codziennym i doszukiwać się drugiego, „adopcyjnego dna”. Ważne jest także pamiętać, że często pytania zadawane przez Adoptusiów mają czasem inne podłoże niż nam się wydaje i nie chodzi wcale o odpowiedź na to konkretne pytanie, a są bardziej reakcją na zupełnie co innego, dlatego tak ważne jest zidentyfikować o co tak naprawdę dziecku chodzi.

Podczas tegotygodniowego kursu wdałam się także w dyskusję z jedną z dziewczyn na temat nazewnictwa Mamy Biologicznej- jak według Was powinno się wyrażać o tej osobie? Jako Pani czy jako Mama? Bo dla mnie to zawsze będzie Mama Biologiczna i nie mam zamiaru używać innego nazewnictwa, jakkolwiek ciężko będzie mi zaakceptować jej zachowanie w stosunku do moich dzieci, kiedy były pod jej opieką…Mam nadzieję, że w prawdziwym życiu, naprawdę będę miała w sobie taką samą tolerancję jak teraz…